Jak świadczyć?

Seminarium "Duchowość lidera" 2016-05-20_22

Świadectwo

Każde życie jest świadectwem. Ale czego jest świadectwem?! Zawsze odnosi się ono do wartości. Każdy wybór, każde działanie, postawa, decyzja podejmuje wartość albo, mówiąc inaczej, służy jakiejś wartości. Z kolei wartość, jakiej służymy, nadaje nam tożsamość. Mówiąc o świadectwie, myślimy o świadectwie w odniesieniu do wartości pozytywnych, bo postawa człowieka zapatrzonego jedynie w swój interes i dążącego do celu bez liczenia się z drugim człowiekiem, jest antyświadectwem i o czymś takim nie mówimy. Jednak kiedy pytamy o właściwe świadectwo, to powstaje wpierw zagadnienie jego prawdziwości, które z jednej strony odnosi się do samej wartości, jakiej służymy: czy jest ona rzeczywiście dobra, czy w jej realizacji nie niszczymy wartości wyższej? Z drugiej prawdziwość świadectwa oznacza autentyczność życia zgodnego z tą wartością, której służymy, czy nasza służba nie jest jedynie pozorem, pustą deklaracją?!

Aby odpowiedzieć na pytanie: Jak świadczyć?, musimy wpierw, zanim będziemy mogli coś powiedzieć o metodach świadczenia, co wydaje się sugerować pytanie, rozważyć problem prawdy w tym wymiarze. Czym jest prawda, gdy mówimy o świadectwie?

Prawda świadectwa

Wydaje się, że kluczowe dla tego pytania jest uświadomienie sobie istnienia dwóch różnych, niesprowadzalnych do siebie pojęć prawdy, o czym już mówiliśmy niejednokrotnie. Niemniej trzeba w skrócie przypomnieć ich zasadniczą treść.

Klasyczna definicja prawdy widzi ją jako zgodność myśli z rzeczywistością. Mamy wówczas do czynienia z dwiema rzeczywistościami całkowicie odrębnymi: z tym, co nazywamy rzeczywistością i naszą myślą. Mają one zgoła inny charakter istnienia. To, co rzeczywiste, istnieje wobec myśli, która ogląda rzeczywistość. Metaforą tego rodzaju prawdy jest światło, które takie widzenie umożliwia. Bez światła nie można niczego widzieć. Oczywiście światło ma tu charakter metaforyczny i odnosi się do wszystkiego, co jest pośrednikiem pomiędzy naszą myślą a rzeczywistością.

O innej prawdzie mówimy w relacjach pomiędzy ludźmi, gdy słyszymy jakąś obietnicę, zapewnienie, orędzie… i świadectwo. Kiedy pytamy o ich prawdziwość, to zasadniczo pytamy o wiarygodność, pytamy o to, czy można się na nich oprzeć w naszym życiu, w podejmowanych decyzjach. Czy prawdziwie kobieta i mężczyzna sobie ślubują miłość do końca życia? Tego w tym momencie nie da się zobaczyć, sprawdzić i nawet ślubujący nie są w stanie powiedzieć, że na pewno nic się nie stanie takiego, co to ślubowanie złamie. A nawet gdyby chcieć mieć pewność i w jakikolwiek sposób zrobić badanie odnoszące się do ślubowania drugiego, to świadczyłoby to o braku zaufania, czyli braku autentycznej miłości. Byłaby to zatem zdrada samej miłości.

Jednak ten rodzaj prawdy nie odnosi się jedynie do intymnych więzi miłości, ale jest obecny we wszystkich wymiarach naszego życia. Najprostsza czynność kupna i sprzedaży opiera się na wiarygodności drugiego i ponadto wiarygodności w odniesieniu do używanych w całym społeczeństwie pieniędzy. Kiedy system monetarny się załamuje, następuje chaos i panika. Nieustannie jesteśmy w relacji zaufania w stosunku do drugiego. Na tym opiera się np. szkoła, funkcjonowanie nie tylko rodziny, ale np. firm i całego państwa, jego system prawny i porządek organizacyjny, zasady rozumienia deklarowanych norm i ich przestrzegania, relacje pomiędzy różnymi grupami społecznymi i obywatelami… Kiedy załamuje się zaufanie do któregoś z tych wymiarów, pojawia się lęk, niepewność, chaos itd. W takiej sytuacji zazwyczaj władzę przejmują typy dysponujące odpowiednią siłą.

Jeżeli teraz spojrzymy na wartości, jakim służymy w kontekście prawdy, to trzeba powiedzieć, że są one zasadniczo domeną prawdy w metaforze skały. Wartość jest wartością, jeżeli przynosi człowiekowi jakieś konkretne dobro, a nie buduje jedynie jego mniemanie o sobie. Wartość negatywna niszczy wartość pozytywną. Przy czym wartość najważniejsza to samo życie w jego pełni. Cała reszta powinna mu być podporządkowana. Pozwolę sobie sformułować tezę: „Coś jest prawdziwą wartością o tyle, o ile buduje życie ukierunkowane i zmierzające do jego pełni”.

Ta teza nie pozwala ustalić listy wartości, które są absolutnie dobre, jak i także wartości, które są absolutnie złe. Okazuje się bowiem, że wartość pozytywna w określonych warunkach może się stać czynnikiem hamującym wzrost i pozytywne zmiany, a coś, co zwykle jest uważane za wartość negatywną, może okazać się podstawą do przełamania stagnacji. Kiedy Pan Jezus w odpowiedzi na prośbę św. Pawła o uwolnienie go od choroby powiedział do niego: Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali (2 Kor 12,9), to właśnie wskazał na tę zasadę, że coś złego (choroba) może pomóc w osiągnięciu dobra (moc duchowa). W inny sposób św. Paweł wyraził to w Hymnie o miłości z 13. rozdziału Pierwszego Listu do Koryntian:

1 Gdybym mówił językami ludzi i aniołów,
a miłości bym nie miał,
stałbym się jak miedź brzęcząca
albo cymbał brzmiący.
2 Gdybym też miał dar prorokowania
i znał wszystkie tajemnice,
i posiadł wszelką wiedzę,
i wiarę miał tak wielką, iżbym góry przenosił,
a miłości bym nie miał –
byłbym niczym.
3 I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją,
a ciało wystawił na spalenie,
lecz miłości bym nie miał,
nic mi nie pomoże (1 Kor 13,1–3).

Miłość w tym tekście jest właściwie tożsama z życiem w jego pełni. Bez tego życia nawet największe wartości religijne: dar języków, dar głoszenia Słowa Bożego, proroctwa, wiedza o najwyższych sprawach duchowych, wiara przenosząca góry, asceza aż do wystawienia ciała na spalenie, jeżeli nie wynika z miłości i do niej nie prowadzi, jest niczym. Z kolei zło przyjęte w imię Chrystusa staje się krzyżem i drogą zbawienia.

Można w tym kontekście podać wiele innych przykładów choćby z dziedziny wychowania dzieci. Nadmierna troska o to, by im zapewnić całkowite bezpieczeństwo, prowadzi często do nieumiejętności radzenia sobie w życiu dorosłym z niebezpieczeństwami i stresami. Przed chorobą uodparniają także niewielkie dawki substancji zakażających lub trujących. Nie można zatem stworzyć hierarchii wartości, nadając im jednoznaczny walor dobra lub zła. Wiele bowiem zależy od kontekstu i sytuacji, a przede wszystkim od naszej reakcji, co z naszym doświadczeniem zrobimy, jak zareagujemy na to, co nas spotkało. Dobro czy zło ostatecznie możemy ocenić w perspektywie zależnie od tego, czy przyczyniło się do budowania życia, czy do jego niszczenia.

Poznanie prawdy – światło i zawierzenie

Wyżej mówiliśmy o dwóch rodzajach prawdy niesprowadzalnych do siebie: prawdzie w metaforze światła i w metaforze skały. Jednak w większości przypadków nasze poznanie, nawet w dziedzinie związanej z prawdą przedmiotową, nie jest do zweryfikowania samodzielnie przez zwykłych ludzi. Dlatego nawet ta prawda funkcjonuje w życiu społecznym za pośrednictwem zawierzenia. Jeżeli np. weźmiemy pod uwagę nawet wiadomości z dziedziny nauk ścisłych, w których funkcjonuje prawda jedynie w metaforze światła, to przecież zdecydowana większość ludzi zupełnie nie zna się na tych zagadnieniach i swoje opinie na ten temat czepie z wypowiedzi specjalistów. Jak się okazuje jednak, niektórzy „specjaliści” wykorzystują swoją sytuację wobec społeczeństwa i wypowiadają się, tworząc u ludzi obraz świata czasem całkiem fałszywy. Przykładem takiego „naukowca” jest Richard Dawkins, który przez „naukę” szerzy ateizm, wykorzystując wiadomości z biologii wyrywkowo i tendencyjnie, co nie ma nic wspólnego z prawdziwą naukową rzetelnością. Niemniej jego książki są bardzo popularne i w ten sposób u wielu odbiorców wiedza biologiczna jest wypaczona.

Podobnie np. Stephen Hawking, niewątpliwie wybitny fizyk, laureat wielu nagród i wyróżnień, jednak w swoich popularnych publikacjach pisze miejscami nieprawdę, na której opiera swoje filozoficzne refleksje. Sytuacja jest obecnie żenująca nawet w dziedzinie nauki! Niestety wydaje się, że etos naukowca obecnie zanika dramatycznie i wielu „naukowców” za pieniądze czy ze względów ideologicznych jest gotowych mówić nieprawdę, dowodzić, że czarne jest białe a białe jest czarne. To najwyraźniej odnosi się do „naukowców”, którzy wypowiadają „fachowe” opinie na temat np. lekarstw i w ogóle farmakologii! Przykłady można by mnożyć.

Przechodząc do zagadnień związanych np. z finansami, to chociaż co, jak co, ale pieniądze nie tylko da się policzyć, ale nawet trzeba je liczyć, to jak się okazuje i ta dziedzina także bardzo mocno jest związana z zaufaniem. Przecież wszyscy wierzą, że w banku są pieniądze i zawsze możemy wyciągnąć swoje wkłady z określonego banku. A to obecnie w istocie jest fikcja. Mimo tego jednak wszyscy liczą na to, że ta fikcja nie dotknie ich osobiście, ale co najwyżej innych. Sprawa staje się dopiero wtedy bolesna, gdy następuje krach.

Jeszcze trudniejsza jest sytuacja w dziedzinie nauk społecznych, gdzie interpretacja odgrywa o wiele ważniejszą rolę i możliwości manipulacji są ogromne i faktycznie są wykorzystywane. Zobaczmy, jak wielkie są rozbieżności w przekazie historii, polityki, religii… Przy czym każdy specjalista uważa, że ma mocne argumenty za swoją wykładnią faktów i opinii. Nie oznacza to przy tym, że on świadomie fałszuje historię czy politykę, ale sam może być najszczerzej przekonany, że głosi prawdę, jak np. reformatorzy religijni, którzy za swoje poglądy byli gotowi oddać życie!

Jeżeli jeszcze uwzględnić celową propagandę określonej ideologii, wizji historii dla osiągnięcia określonych celów politycznych czy innych oraz coraz bardziej wyrafinowane metody manipulacji świadomością zbiorową, rysuje się przed nami fatalny obraz. Gdzie tu szukać prawdy?! Kto jest w stanie ją nam dać?!

Jednak to zagadnienie nie jest przedmiotem naszego seminarium. Chciałbym w tym momencie jedynie, byśmy sobie bardzo jasno uświadomili, jak prawda w społeczeństwie w istocie funkcjonuje poprzez zawierzenie, czyli funkcjonuje w metaforze skały, nawet jeżeli odnosi się do zagadnień weryfikowalnych, czyli związanych z prawdą w metaforze światła! W praktyce poznajemy ją przecież przez zaufanie do rzetelności wiedzy i opinii przekazywanych przez określonych fachowców i inne autorytety!

Mechanizmem przyjmowania określonych opinii rządzą także określone prawa. Do nich należy np. fakt, że najmocniej na nas oddziałuje pierwsza informacja. Jeżeli jest ona fałszywa, to aby się od niej uwolnić, trzeba pewnego wysiłku i refleksji krytycznej. Stąd tak wielkie oddziaływanie plotek i rozmaitych pomówień w życiu społecznym. Podobnie ciągle powtarzane kłamstwo staje się dla człowieka „oczywistą prawdą”. Dalej pogląd, który nam schlebia, jest zawsze łatwiej przyjmowany, niż pogląd, który nam nie jest miły. Można by mnożyć wiele przykładów takich „upodobań” w przyjmowaniu prawdy. Doskonale zna je propaganda. Potrafi ona stworzyć całą nowomowę pozwalającą manipulować odbiorcami. Takie zagadnienia były omawiane w latach siedemdziesiątych w odniesieniu do propagandy komunistycznej. Niemniej metody choć stare są ciągle aktualne!

Ze szczególnie dramatyczną formą zakłamania spotykamy się w przypadku „dzieci alkoholików”.

W rodzinie z problemem alkoholowym ustalone są trzy podstawowe reguły, których przestrzeganie staje się życiową koniecznością:

  • nic nie mówić!
  • niczego nie odczuwać!
  • nikomu nie ufać![1].

Te trzy reguły prowadzą u dzieci alkoholików wręcz do zaprzeczenia temu, co się bezpośrednio widzi i odczuwa! Widać na tym przykładzie, jak daleko człowiek potrafi zamknąć się na prawdę, którą przecież spotyka!

Jednak i to nie jest tematem naszego seminarium. Chciałbym jedynie bardzo mocno podkreślić ogromne niebezpieczeństwo bycia zmanipulowanym i przez to wykorzystanym do określonych celów przez tych, którzy manipulują. Jest to niezmiernie ważne w zagadnieniu świadczenia. Jeżeli weźmiemy np. ludzi zmanipulowanych przez sektę, to czy oni naprawdę są świadkami prawdy przez sam fakt, że głoszą coś, wierząc w to, co głoszą?! Wydaje się, że prawdziwe świadczenie nie może ograniczyć się do subiektywnego przekonania, że my znamy prawdę i dobro, i w imię tej prawdy i dobra możemy robić wszystko, aby ta prawda i dobro zostały wprowadzone w życie społeczne. Przekonanie, nawet najmocniejsze, że „nasza prawda”, „nasze dobro” są prawdą i dobrem rzetelnym, nie jest dostatecznym argumentem dla narzucania ich innym ludziom! Po pierwsze z tej racji, że owa prawda i dobro są związane z ogromnym obszarem niewiedzy, którą musieliśmy uzupełnić opiniami wybranych „fachowców” i „autorytetów” i odrzuceniem opinii i wiedzy innych „fachowców” i „autorytetów”. Przypomnimy sobie, że zarówno komuniści, jak i faszyści uważali, że wartości, jakie głosili, dawały im prawo do wprowadzenia władzy totalitarnej, czyli uznawali je za coś, co można narzucać innym! Podobnie i sekty w dziedzinie religijnej.

Widać wyraźnie, że w tej dziedzinie potrzebna jest weryfikacja prawdy zawierzenia przez sprawdzenie, czyli prawda w metaforze skały musi zostać zweryfikowana prawdą w metaforze światła. Odnosi się to do prawdy, która ze swej istoty jest prawdą w metaforze światła, ale jest nam dana w życiu ze względów praktycznych na zasadzie zaufania. Sprawdzenie takie jest możliwe jedynie częściowo, bo w istocie nie możemy wszystkiego sprawdzać i jesteśmy skazani na zawierzenie innym. To jednak nas nie zwalnia z obowiązku poznania prawdy, którą głosimy i prezentujemy. Jeżeli to ignorujemy, to nasze świadectwo może stać się antyświadectwem!

Nasuwa się w tym momencie bardzo ważna zasada czerpania wiedzy i informacji z różnych źródeł, gdyż jedno źródło najczęściej przedstawia prawdę jedynie ze swojego punktu widzenia lub wręcz profilowaną dla własnych interesów.

Dwa wymiary świadectwa

Wracając do sprawy świadectwa, które istnieje w kontekście naszych relacji z innymi, a nawet w relacji do całego społeczeństwa, to wydaje się, że pozytywne świadectwo musi się wpisać w prawdę życia. Wpisać się w ten sposób, żeby nie niszczyło samej tkanki życia społecznego, czyli podstawowych prawd dających człowiekowi poczucie bezpieczeństwa: prawo i jego respektowanie, właściwy system zarządzania społeczeństwem i rozmaitymi społecznościami takimi jak firma, wspólnoty lokalne, Kościół i jego wspólnoty itd. – to z jednej strony. Jednak z drugiej strony powinno wskazywać i pobudzać innych do szukania i tworzenia czegoś nowego, lepszego, bliższego pełni życia, czyli musi przekraczać dotychczasowe zastane struktury i budować nowe, lepsze.

Patrząc od drugiej strony, świadectwo ma swój sens w obliczu jakichś nieprawidłowości w strukturze działania społeczeństwa czy jakiejś jego części. Nieprawidłowości przy tym mogą byś dwojakiego rodzaju:

  1. Nieprawidłowości funkcjonalne – brak autentycznego respektowania obowiązujących norm i zasad
  2. Nieprawidłowości wynikające z niewłaściwych norm i zasad, które powodują niesprawiedliwość, prowadzą do podejmowania złych decyzji, powodują brak respektowania podstawowych praw człowieka, brak szacunku do osoby, dają możliwość oszustw i manipulacji itd.

W przypadku pierwszych nieprawidłowości świadectwo rodzi się ze świadomości, że porządek (ten, jaki obecnie mamy) sam w sobie ma ogromną wartość, a podważanie go prowadzi do chaosu i niewłaściwych relacji w społeczeństwie. O tym pisze św. Paweł w Liście do Rzymian:

Każdy niech będzie poddany władzom, sprawującym rządy nad innymi. Nie ma bowiem władzy, która by nie pochodziła od Boga, a te, które są, zostały ustanowione przez Boga. 2 Kto więc przeciwstawia się władzy – przeciwstawia się porządkowi Bożemu. Ci zaś, którzy się przeciwstawili, ściągną na siebie wyrok potępienia. 3 Albowiem rządzący nie są postrachem dla uczynku dobrego, ale dla złego. A chcesz nie bać się władzy? Czyń dobrze, a otrzymasz od niej pochwałę. 4 Jest ona bowiem dla ciebie narzędziem Boga, prowadzącym ku dobremu. Jeżeli jednak czynisz źle, lękaj się, bo nie na próżno nosi miecz. Jest bowiem narzędziem Boga do wymierzenia sprawiedliwej kary temu, który czyni źle. 5 Należy więc jej się poddać nie tylko ze względu na karę, ale ze względu na sumienie. 6 Z tego samego też powodu płacicie podatki. Bo ci, którzy się tym zajmują, z woli Boga pełnią swój urząd. 7 Oddajcie każdemu to, mu się należy: komu podatek – podatek, komu cło – cło, komu uległość – uległość, komu cześć – cześć (Rz 13,1–7).

Ten tekst budził i budzi wiele kontrowersji, ale jeżeli go rozumiemy w ten sposób, że do istoty życia człowieka należy współistnienie z innymi, to znaczy życie w społeczności, a to z kolei nie może dobrze funkcjonować bez odpowiedniego porządku, który zawiera w sobie zarządzanie, czyli władzę, bez określenia, że musi to być np. władza królewska, czy republika, że musi to być władza określonej grupy ludzi lub konkretnej osoby, to nauczanie św. Pawła staje się oczywistością. Mówi on po prostu, że nie można się buntować przeciw władzy jako takiej, czyli nie można być anarchistą, bo jest to sprzeczne z naturą człowieka. Nie wyklucza to jednak walki o „sprawiedliwy ustrój”, o ile nie podważa się podstawowych praw życia społecznego, do których należy struktura władzy. Wydaje się, że św. Paweł byłby raczej zwolennikiem reform a przeciwnikiem rewolucji.

Natomiast drugi rodzaj nieprawidłowości wymaga odniesienia się do wartości, w imię których należałoby ewentualnie zmienić panujące zwyczaje i normy, gdyż te ostatnie prowadzą do degradacji życia. W tym wypadku bardzo istotny jest sposób widzenia owych wartości, w imię których chce się dokonać zmiany i sposób ich traktowania. Tutaj trzeba przypomnieć fundamentalną prawdę wiary wyrażoną przykazaniem: Nie będziesz miał cudzych bogów obok Mnie! (Wj 20,3). Oznacza to, że na świecie nie ma żadnego absolutu. Jedynym absolutem jest Bóg. Nawet Prawo Boże, jak to widzimy w Nowym Testamencie, nie może być traktowane jak absolut! Także żadne wartości nie są absolutem, co oznacza, że nie możemy w imię jakiejś wartości podważać wszystkiego. Wydaje się, że rewolucja komunistyczna zabsolutyzowała „proletariat” oraz jego historyczną misję i w imię tego absolutu dokonano ogromnych zbrodni. Podobnie wcześniej podczas rewolucji francuskiej w imię skądinąd bardzo słusznego hasła: „wolności, równości i braterstwa”, także dokonano wielkich zbrodni. Jednak także w historii Kościoła mamy przykłady zabsolutyzowania wartości, co prowadziło do zbrodni. Do nich należały między innymi wyprawy krzyżowe i inkwizycja.

Wydaje się, że trzeba omówić oba zagadnienia, uwzględniając warunki, w jakich świadectwo walki o „dobro” i „dobrą zmianę” jest dobre.

Wobec nieuczciwości

W obliczu nieuczciwego działania wielu ludzi (kumoterstwo, łapówki, uzgodnione przetargi, nadużycia władzy, złe traktowanie pracowników, złośliwe nękanie urzędowe i prawne kogoś, oszustwa w deklarowanych wypłatach, a przez to niepłacenie należnych składek ZUS i podatku itd.) świadectwo polega na uczciwym działaniu i uczciwym załatwianiu wszystkich spraw. Przede wszystkim odnosi się to do uczciwego wykonywania pracy, świadczenia usług, prawdziwej troski o klienta, uczciwości wobec pracowników… W drugim rzędzie odnosi się do zgodnego z przepisami rozliczania się z państwem i ZUS. Tę dziedzinę stawiam na drugim planie, gdyż o ile rzetelność w pracy jest oczywista, o tyle wymagania stawiane przez państwo bywają różne i nie zawsze sprawiedliwe, a ponadto uwzględniają najczęściej nieuczciwość i w konsekwencji uczciwi płatnicy ponoszą lwią część obciążeń.

Zasadniczo ten temat omówiliśmy w referacie wygłoszonym w zeszłym roku w czerwcu podczas seminarium pt.: „Lider wobec otoczenia − świadectwo i odpowiedzialność”. Nie chciałbym obecnie tych refleksji powtarzać.

Natomiast pozostaje bardzo ważne zagadnienie odnoszące się do świadectwa, które jest rodzajem buntu lub niezgody na obecny porządek: Kiedy i przy jakich warunkach możliwy jest bunt przeciw obecnemu porządkowi w imię wartości, jakie sami widzimy oraz jak się on powinien wyrażać, jakie mogą być jego formy?!

Porządek zastany – nowe idee

Lepszy wróbel w garści niż gołąb na dachu

Niewątpliwie żaden porządek prawny społeczeństwa nie jest doskonały. Nie tylko z tej racji, że życie jest bogatsze od prawa, ale też z tej racji, że motywy działania ludzi są bardzo różne, często pokręcone, a przede wszystkim, jak to pisał św. Jan:

Wszystko bowiem, co jest na świecie, a więc: pożądliwość ciała, pożądliwość oczu i pycha tego życia nie pochodzi od Ojca, lecz od świata (1 J 2,16).

Niestety te trzy podstawowe namiętności rządzą ludzkimi dążeniami na świecie. Są one wyrazem tego, co w teologii chrześcijańskiej nazywa się tajemnicą grzechu pierworodnego lub misterium nieprawości. Kiedy się o tej tajemnicy zapomina, kiedy się zapomina, że ona także dotyczy nas samych, prowadzi to do tragicznych skutków. Kiedyś Leszek Kołakowski pisał, że zapomnienie tajemnicy grzechu pierworodnego prowadzi do największych zbrodni. To się sprawdziło nie tylko w odniesieniu do komunizmu głoszącego ideę doskonałego społeczeństwa komunistycznego, które miało powstać przez wprowadzenie odpowiednich warunków życia społecznego i wychowanie. Jednocześnie zignorowano w tym projekcie tajemnicę grzechu. Ten projekt doskonałego społeczeństwa doprowadził do największych zbrodni, jakie zna historia ludzkości. Wcześniej jednak były takie zamiary np. w kręgach religijnych i też prowadziły do zbrodni. Dzisiaj taki zamysł realizuje tak zwane Państwo Islamskie, które chce wprowadzić doskonałe społeczeństwo oparte na Bogu!

Jeżeli zapominamy, że my sami podlegamy tej samej tajemnicy nieprawości, może się nam wydawać, że jesteśmy mężami opatrznościowymi, którzy mogą więcej niż inni, bo służą „dobrej sprawie”. Prowadzi to do tragedii, gdyż wychodzi z braku rozpoznania pełnej prawdy o sobie i świecie. Paul Ricoeur stwierdził niezmiernie trafnie:

Samo zło, zło zła wychodzi na jaw w fałszywych syntezach, to jest we współczesnych falsyfikacjach wielkich przedsięwzięć totalizacji kulturowego przeżywania, to znaczy w politycznych i eklezjastycznych instytucjach. W ten sposób zło ukazuje swoją prawdziwą twarz – zło zła jest kłamstwem przedwczesnych syntez, totalizacji gwałtownej[2].

„Kłamstwo przedwczesnych syntez” to ogromne zagrożenie w bardzo wielu wymiarach, poczynając od życia indywidualnego człowieka w jego ocenach odnoszących się do innych ludzi. Pamiętamy, że Pan Jezus w Ewangelii bardzo mocno zakazuje osądzać innych: Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni; nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni; odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczone (Łk 6,37). To właśnie z tej racji, bo nie mamy właściwej kompetencji do takich osądów ze względu na osobiste braki i przede wszystkim na braki naszego poznania, a ponadto sami nie jesteśmy lepsi od innych i potrzebujemy wybaczenia. Podobnie w relacjach np. w grupach różnego typu. Jeżeli ktoś jest „lepiej wiedzącym”, to właściwie trudno z nim dojść do porozumienia. Na rozmaitych forach internetowych pojawiają się tak zwani „trole”, którzy potrafią zniszczyć każdy sensowny dialog czy dyskusję, przemawiając z pozycji „wiedzących”. Jeszcze gorzej jest w zakresie polityki i religijnych wspólnot. Ludzie owładnięci przedwczesną syntezą tworzą system totalitarny, autokratyczny prowadzący do zniszczenia. I o tym przede wszystkim pisał Ricouer.

Owe „przedwczesne syntezy” są z reguły nowymi ideami, w imię których należy zmienić obecną „złą” sytuację. Problem zasadniczy polega na tym, że obecną sytuację w jakiś sposób znamy. Natomiast „dobra zmiana”, jaką się proponuje, jest ideą, nową perspektywą, którą jedynie znamy z obietnicy, czyli jako ideał. Są to zatem zupełnie dwie różne, nieporównywalne rzeczywistości: jedna to doświadczana rzeczywistość, druga to ideał. Aby je porównać, należy je wyrazić w podobny sposób. Dokonuje się to przez opisanie obecnej rzeczywistości w określonych kategoriach teoretycznych i wartościujących. W ten sposób uzyskujemy dwie rzeczywistości opisane teoretycznym językiem najczęściej jednocześnie odpowiednio ocenionych od strony wartości. Ponieważ znana rzeczywistość jest doświadczana i jako taka zawiera w sobie wszystkie realne wartości, także między innymi konkretne przejawy tajemnicy nieprawości.

Lansowany ideał oczywiście nie musi się martwić tym problemem, bo jako ideał, nie posiada w sobie doświadczenia tajemnicy nieprawości i nawet jej nie zakłada! Ci, którzy ten ideał głoszą, całkowicie pomijają ten problem. I niestety tutaj „leży pies pogrzebany”. Ideał porównywany z rzeczywistością nie ma „cienia”. Można zatem obiecywać ludziom wiele dobrych rzeczy, które w momencie przejęcia władzy, kiedy się pojawia rzeczywistość, czyli następuje konkretne działanie, nie są realizowane, bo „nie ma na nie pieniędzy”. Tak właśnie, jak widzimy, robi większość partii z różnym natężeniem i demagogią.

W tym momencie pojawia się zasadnicza sprawa: sposób opisu i zawarte w tym opisie oceny wartościujące. Jeżeli będzie się akcentować złe strony, opis będzie miał wydźwięk negatywny, jeżeli – pomijając zło – zaakcentuje się sukcesy, ta sama rzeczywistość będzie miała wydźwięk pozytywny. Sam ten opis jest niezmiernie ważny dla oceny rzeczywistości. Z czasów komunistycznych mamy doświadczenie kreowania dobrych ocen czegoś, co nie dawało prawdziwego wzrostu gospodarczego. Każda prezentacja sytuacji, nawet jeżeli jest robiona za pomocą liczb, wymaga komentarza, a jak pokazuje życie, można podawać skrajnie przeciwstawne prezentacje na ten sam temat, odpowiednio dobierając informacje, zestawiając je, sugerując odpowiednie powiązania itd. Istnieje całe zagadnienie tak zwanej nowomowy[3].

Manipulacja informacjami jest dzisiaj powszechna. Obecnie dotyka ona także nauki i to nawet nauk ścisłych!!! A co dopiero mówić o dziedzinie nauk społecznych i humanistyce, które nieustannie operują interpretacją, a ta zależy od sposobu patrzenia na sprawę?!

Jednocześnie zwracam uwagę na ważny czynnik: powszechną skłonność ludzi do szukania winy u innych, a niedostrzegania jej u siebie. W tym kontekście bardzo chwytliwe są interpretacje, które wskazują określonych ludzi jako winnych naszych niepowodzeń. Tutaj znajdujemy powód niezmiernej popularności „spiskowej teorii dziejów”, w której można głosić wręcz nonsensy jako prawdę! Dlatego też stosunkowo łatwo zasugerować ludziom „mafijny układ władzy, który generuje zło”. Zresztą zawsze istnieją jakieś układy i powiązania, stąd zawsze można wskazać na nie jako na zasadniczy powód zła, które się widzi w działaniu państwa, firmy, samorządu itd. Stąd krytyka obecnego systemu jest stosunkowo łatwa i chwytliwa, natomiast ideał znowu nie musi się martwić tym zagadnieniem, bo w ideale sytemu w ogóle nie ma, co najwyżej można się go spodziewać, jednak to wymaga refleksji wyrosłej z doświadczenia.

Reformator – rewolucjonista

Niewątpliwie struktury życia społecznego należy zmieniać i poprawiać. Zmiany powinny dotyczyć porządku prawnego i samej konstytucji. W całej historii przemianom społeczeństw towarzyszyły takie zmiany. Jednak pytaniem zasadniczym jest to, jak takie zmiany powinny przebiegać? Zasadniczo istnieją dwa modele: rewolucja lub reformy. Rewolucyjne zmiany wyrastają z negacji zastanego systemu, co powoduje niszczenie tego systemu oraz ludzi, którzy ten system tworzą. Reformy zakładają, że dla dobrego funkcjonowania społeczeństwa trzeba utrzymywać zasadnicze struktury i wymieniać stopniowo to, co się da. Choćby trzeba było zmienić wszystko, to należy to robić stopniowo, nie wszystko naraz, gdyż inaczej dojdzie do chaosu, który prowadzi do tragedii.

Jeżeli spojrzymy na te dwa modele zmian, widzimy zasadniczo różne podejście do świata i wartości. Reformator jest świadomy, że każdy układ ma  swoje zalety i wady. Jednak zawsze trzeba żyć w jakimś układzie, dlatego nie można go niszczyć bezwzględnie, bo na jego miejsce powstanie inny, tyle że w szale chaosu powstałego po burzeniu będzie on nieprzewidywalny i najczęściej, jak uczy historia, bardzo niebezpieczny, niszczący lub wręcz zbrodniczy. Rewolucjonista uważa, że wszystko trzeba radykalnie zmienić i to od razu bez żadnych kompromisów ze „złem”. Rewolucjonista czyni to w imię wartości jednoznacznie dobrej, wręcz absolutnej, dlatego uważa się za zwolnionego od obowiązku respektowania obecnego prawa, które uważa za złe. On wprowadza nowe, „jedynie słuszne prawo”! W imię tej idei pozwala sobie na deptanie tego, co zastaje, może nawet zniszczyć wszystko, by zapomnieć o czasach „pogardy”. Czyli gardzi „czasami pogardy” i wszystkimi ludźmi związanymi z tymi czasami.

Rewolucjonista nie może być świadkiem dlatego, że w imię realizacji przyjętej wartości, nie liczy się z człowiekiem i jego godnością. Idea jest dla niego ważniejsza od żywej relacji z drugim. W ten sposób występuje przeciw życiu w jego pełni, bo ignoruje miłość. W kontekście walki o zmianę złych praw i zwyczajów na dobre świadkiem jedynie może być reformator, o ile dokonując zmian, szanuje samego człowieka, zastaną tradycję nie negując jej wartości, ale starając się rozwijać to, co dobre i poprawiać to, co wymaga poprawy.

[1] Karolina Chojna, Magdalena Madej–Babula, Dorosłe Dzieci Alkoholików (DDA), w: http://www.deon.pl/inteligentne-zycie/psychologia-na-co-dzien/art,32,dorosle-dzieci-alkoholikow-dda.html.

[2] Wina, etyka i religia, [w:] Consilium 1979, 6–10, Poznań 1971, 10–22, 21.

[3] Wikipedia: „Nowomowa (ang. Newspeak) – sztuczny język obowiązujący w fikcyjnym, totalitarnym państwie Oceania opisanym przez George’a Orwella w powieści Rok 1984. Charakteryzuje się tendencją do eliminacji jak największej liczby „niepotrzebnych” lub niekorzystnie (z punktu widzenia ideologii państwowej) nacechowanych wyrazów przez zastąpienie ich sztucznymi, ale poprawnymi ekwiwalentami, w celu strywializowania języka (ogłupienie ludności) oraz wyeliminowania nieprawomyślności przez takie przekonstruowanie języka, by niemożliwe stało się sformułowanie w myśli czegokolwiek, co godziłoby w panujący reżim – zarówno poprzez mowę, jak i myśli (tzw. myślozbrodnia)”.

Słownik języka polskiego PWN: „język władzy i kontrolowanych przez nią środków przekazu w państwach totalitarnych, służący do manipulowania ludźmi i nastrojami społecznymi”.

Skomentuj

Twój e-mail nie będzie widoczny. Pamiętaj! Uzupełnij obowiązkowe pola oznaczone *

© 2015 Włodzimierz Zatorski OSB. Wszelkie prawa zastrzeżone © Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC